Azalie i kalina jesienią

{Babcia47} przeprowadzkę wykonałaby w zależnosci od pogody, pod koniec marca, w kwietniu, już po rozpoczęciu wegetacji.

Oby to nie była wegetacja samych azalij.

Przepis zacytowany przez {Babcię47} stosowany był nawet dla kilkudziesięcioletnich drzew, z podnoszeniem tak opatulonej bryły ziemnej dźwigiem.

„Dwustopniowość” jednak dotyczyłaby dwóch lat. W etapie 1. przygotowane obkopaniem korzenie, owijane grubą, mocną plandeką [włóknina to za mało] i obsypane od wewnątrz próchniczną ziemią, nawet obornikiem. Drugi rok to rozwój tak podsypanych korzeni, ich multiplikacja, nawet z obsypką preparatami hormonalnymi [czasem nasycanie nimi tej olandeki].

I dopiero jesienią 2. roku, też na przedwiośniu roku 3. – sama przeprowadzka.

W naszym analizowanym przypadku łatwo uniknąć niepotrzebnego nadłamywania pędów, bo transport bliski – na przesuwanej plandece na krótki dystans – temu sprzyja.

Jak najpóźniejsze, na przedzimu, redukowanie nadmiernej w porównaniu z korzeniami korony azalii nie powinno sprzyjać ich przemarzaniu. Wszak przemarzałyby pędy nowo wytworzone, żtp. młodowate.

Ale dla wypośrodkowania opcji cięcie oczywiście można przesunąć na przedwiośnie.

Nigdy nie przemarza bryła korzeniowa prawidłowo posadzonego krzewu, ale kopiec nad taką bryłą – lub wyściółka z korowiny [5-10 cm grubo, klasycznie] – zlikwiduje część wątpliwości naszej {Babci47}.

No, i wątkozakładczyni.