Re: pleśniejące piwonie

Horpyno droga,

Porównać to będę mogła tylko z tym, co zapamiętam z poprzedniego sezonu, bo każda moja piwonia jest inna.

Wiem, że liście są roślinie potrzebne, ale czy takie zapleśniałe nie przynoszą więcej szkody niż pożytku? Chyba je wytnę, traktując to jako amputację nogi z gangreną 🙁

pleśniejące piwonie

Już trzeci rok z rzędu w środku lata zaczynają mi pleśnieć liście piwonii. Dotychczas przetrzymywałam je do naturalnego uschnięcia. Ale teraz zaczynam mieć dosyć tego brzydkiego widoku.

Jak myślicie – czy wycięcie ich zaszkodzi przyszłorocznemu kwitnieniu? A kwitną tak pięknie, że za nic nie chciałabym im zaszkodzić.

Re: poduszka

Powiem ci dar61, że się starzejesz.

Sentymenty idą w pięty.

A po tym rosną ostrogi i bolą nogi.

Trzeba pod piętę żelową poduszkę.

Inaczej nie staniesz na nóżkę.

————————-

Tylko się nie obraź na mnie.



http://i61.tinypic.com/2qwewt1.jpg

roze renesansowe

macie moze w ogrodach? zrazilam sie do uprawy tych roslin bo wszystko marzlo (rumba ledwo przezyla) i mam same podkladki – nawet ladne – pelne i pachnace ale mega kolczaste i nie o to mi chodzilo. kupilam 6 sztuk bo cudne sa i pachna ale nie wiem czy dadza rade. w internecie niewiele o nich jest a w moich rozanych ksiazkach nie znalazlam ani jednej z zakupionych odmian. o mazowsze mi chodzi. ps tam gdzie roze mi marzna, dziki zarnowiec jakims cudem nie.

polowanie za źdźblem, rozdział nr 1

Uwaga, bo może pęknąć żyłka, jeśli kto za mocno się zdenerwuje 😉

***

Zaraza?

Ekhem.

Opisywane przez Dara61 kosiarki to postać miski z uchwytem, kładzionej na ziemię/ trawę.

Nic obok – dzięki tej miskowej osłonie – się nie niszczy w czas kośby, można podjeżdżać tuż pod kwiatki, nawet się trochę z nimi poczochrać i potarmosić, wpychając osłonę kosiarki w pogoni za upartym źdźbłem!

Mało tego – uchwyt mają taki, że można nawet całość – nie puszczając włącznika – położyć nisko, że wjechać można tymże pod niski krzaczek, bez trudu nawet pod wtryniony [wkopany] niedawno [nam] na przychodnikowy trawnik śmieciowy kosz na słupku.

Z plusów dodatnich to warto zachwalić mniejszą marszrutę przy kośbie. Zwykłą kosiarką człek lub kobita łazi w tę i nazad, a tą naszą po prostu się wymachuje, stojąc.

Plus ujemny to taki, że zbytnie podniesienie kosiarki, niespoziomowanie, daje wydmuch resztek – stąd gdy koszę kole ogrodowego wodnego oczka, to – by nie zapominać się znów w jaką stronę mi dmucha a z jakiej zasysa – czasem kładę na tymże jakąś płachtę na skrzyżowanych podpórkach, by nie pływały potem tam ścinki trawy.

Oczywiście – wśród kamieni skraju skalniaka czasem trzeba popracować wykaszarką [podkaszarką] żyłkową, z tą wirującą żyłką bez calkowitej osłony, ale rzeczywiście warto nauczyć się, jak lawirować jej półosłoną, by nie zawadzić o obiekt wart zachowania. Czasem lepiej wziąść wtedy mini-nożyce do trawy, nawet ręczne – i pociachać grzywkę. Mamy takie, po Dziadku, przyjechały z nim w l.70. łońskiego wieku do nas aż z GB.

Swoją drogą, zawsze gdy 1. raz kosiłem tą moją poduszkową kosiarą, to na balkony wokół wylegali miłośnicy plantacji trawnych, zawieszali swe cielska na plotach i z zaciekawieniem śledzili tę naszą rzadkość, choć ma ona już swoje latka i w PL nie powinna zaskakiwać – a jednak.

Swego czasu testowałem na pokazach firmy – specjalizującej się bardziej w produkcji broni myśliwskiej – ich kosiarki poduszkowe, ale takie prawdziwego sortu poduszkowe. One naprawdę same unoszą się nad ziemią, nie wymagają zbytniego wysiłku w użyciu – marzenie. Miały – i mają – ów kosz, weń ssą pokos. Nasza kosiara kosza nie ma, stąd jej obsługa jest … bezobsługowa – mielonka-maź po skoszonej trawie się lepi od spodu, jak jest jej dużo, odpada sama 😉

I wtedy i dziś w naszym Nieszczęsnym Kraju było male zainteresowanie sprzedażą poduszkowców trawnikowych, zeznał mi nawet jeden sprzedawca, że wręcz jego firma wycofała te modele z naszego zielonego rynku – nie dorośliśmy pono do nich…

Tamte super-poduszkowe wtedy nie były w powszechnej sprzedaży, kult trawników ogrodowych pełzał u nas jeszcze w zarodku, zapuszczał kłącza, skażał pomaluśku. Dziś … ech!

Nie marzekałbym za wiele na żyłki, byle je dobrze wpleść w głowice kosiarek, byle były z tych grubszych – czynią cuda.

A że czasem jakiegoś płaza rozpołowią, to może i jakiś drugi rozdział się wykluje, rozdział o zielonych bezsensach – prosta historia…

http://1.fwcdn.pl/po/08/21/821/7190226.3.jpg

Walczył – dość nieskutecznie – z amorem do poduszek

Dar61

Re: Brezylka

negres1 napisała:

.

> Nie fatyguj się z nasionkami figi. Baferka oferowała mi pomóc na wiosnę.

> Dziękuję za pamięć.

Fiżki będą na 100 %,na wiosnę,bo teraz to nie wiem czy się ukorzenią.

Brezylka

Jeszcze hoduję brezylkę na balkonie też ma cztery lata ale jest marna.Nazwę tej

rośliny znalazłam u Ciebie Pinkink. Listki ma trochę podobne do albizji. Może to

Twoje nasionko?

Pewnie w moim klimacie nie zakwitnie.

Nie fatyguj się z nasionkami figi. Baferka oferowała mi pomóc na wiosnę.

Dziękuję za pamięć.

Re: trzesienie

pinkink3 napisała:

> negres napisała:

>

> wiadomość o trzęsieniu ziemi w Napa, daleko od Ciebie?

>

> Tak. Ok 450 mil na polnocny zachod. W pln Kaliforni. Ja mieszkam na poludniu, n

> iedaleko od

> O,to dobrze,bo jak usłyszałam o trzęsieniu w Twoich okolicach to pomysłałam o Tobie 🙂

Widać,że myslimy o sobie czasem 🙂

Re: kolorowy stulecian

pinkink3 napisała:

> Teraz jest sezon na te’stuleciany.’

> [ani one stu lat nie maja ani nie sa dwubarwne, ale niech tam…]

>

> Wczoraj jechalam ulica wysadzana tymi drzewami i myslalam o Tobie, Baferko…

Wow,miło mi 🙂 Koniecznie zrób zdjęcia 🙂